Ćwierć, pół i ultra-śmieciarze

Rzecz traktuje o biegaczach - śmieciarzach.

Chciałem do tekstu zabrać się wczoraj, ale popołudniowy trening (swoją droga, bardzo udany) - później deserek... rozleniwiłem się przez to troszkę. I w rezultacie jakoś nie mogłem odnaleźć natchnienia i mocy by coś napisać. Nadrabiam dzisiaj.

Śmierdzący temat

Chciałbym ruszyć temat bardzo śmierdzący. Temat którego jakoś nikt specjalnie nie lubi, z różnych powodów. Duża część środowiska "biegowego" udaje, że zjawisko nie istnieje. Inni natomiast, zjawisko dostrzegają ale jakoś nie czują potrzeby by je zwalczać. Odnoszę wrażenie, że ilość tych uwrażliwionych na problem biegaczy (i nie tylko) jest w dalszym ciągu za mała. Chodzi mi o szeroko rozumiany problem śmiecenia.

Temat ten co jakiś czas powraca. Takim sygnałem zapalnym bywa czasem nagranie wideo, jakiś materiał w mediach, artykuł a czasopiśmie "tematycznym" czy rozpoczęcie wątku gdzieś w mediach społecznościowych. Z reguły dyskusja jest bardzo burzliwa - czyt.: intensywna ale krótka. Ludzie dzielą się na dwa obozy, nikt nie wyciąga ogólnych wniosków i temat się kończy. Tak to wygląda z reguły.

Samo śmiecenie występuje w mniejszej bądź większej skali - przy okazji wszystkich możliwych zawodów i wszystkich możliwych dyscyplin sportowych. W biegach miejskich skala ta jest zazwyczaj kolosalna - zaśmiecone jest całe miasto - po całej długości trasy rozgrywania zawodów i nie tylko. Śmieci w postaci pustych puszek, butelek czy tubek i innych opakowań po "suplementach" i odżywkach... pełno. W pobliżu punktów odżywczych jak i wszędzie na trasie, przy trasie... syf!

Rozpatrując to na zasadzie "kosztów" usunięcia śmieci - cóż... miasta tak czy siak są sprzątane. Czy się zawody odbywaj a czy nie - miasto musi zadbać o czystość i z reguły dba o czystość (bynajmniej stosowne umowy z służbami porządkowymi mają - co najwyżej te firmy nie wywiązują się z obowiązków - ale to inny temat). Nie mniej jednak - miasto jako element infrastruktury, ma jakby wbudowany mechanizm oczyszczania się. Sytuacja znacząco komplikuje się w przypadku biegów trailowych (przełajowych, crossowych - jak zwał tak zwał). A szczególnie gdy w grę wchodzą tereny chronione - rezerwaty, Parki Krajobrazowe, Parki Narodowe itp. lub tereny zupełnie niezagospodarowane. Niekiedy, uprzątnięcie "pamiątek" po przeprowadzonych zawodach jest w takich miejscach zupełnie niemożliwe. W tym tekście chciałbym trochę bardziej skupić się na problemie śmiecenia w kontekście biegaczy ultra. A dlaczego? A dlatego, że w mojej ocenie ultrasi powinni dawać przykład - zarówno turystom jak i innym biegaczom, jak należy się zachowywać (w górach szczególnie) - z kulturą i prezentując "sportowe zachowanie". ...

Ultras czy nie ultras... dawaj przykład!

Oczywiście, przykład innym może dawać każdy - chodzi o to by dawać dobry przykład. Obojętnie czy jesteś (drogi czytelniku/droga czytelniczko) weekendowym biegaczem, maratończykiem czy po prostu spacerujesz po górach. Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, że nieświadomie są dla kogoś wzorem do naśladowania. Biegnąc któryś tam raz z rzędu dychę czy półmaraton możesz pomóc innemu biegaczowi nadając tempo. Często się ktoś "przyklei" i biegnie naszym tempem. Czasem ktoś zagada, ktoś pyta o radę itd. Osoby zaczynające biegać, debiutujące w zawodach mogą traktować bardziej doświadczonych biegaczy za wzór. Jeżeli wszelkie braki kultury - w tym śmiecenie nie są piętnowane przez środowisko, to osoby nowo w te środowisko wchodzące przyjmują takie zachowania za pewnego rodzaju "standard".

Piętnuj! Zwracaj uwagę śmieciarzom.

Tegoroczny Bieg Rzeźnika Ultra, punkt odżywczy na ok. 18km (czerwony szlak) -  Janusze biorą butelki z izotonikiem "na drogę". Szlak odbija w bok, podejście na Ferczatę i dalej w kierunku Okraglika, na granicę ze Słowacją.  Już po opuszczeniu punktu pod nogami walały się butelki puste i nie tylko po izotonikach. Zwykłe chamstwo! Szlak był wąski, żeby wyprzedzić trzeba było się postarać i zaryzykować atakując "poboczem". Nam się nie spieszyło więc tempem całej grupy powoli toczyliśmy się podejściem. Na górze, biegnąc już po płaskim ktoś przed nami rzuca butelkę na bok. Kolega biegnący bezpośrednio przede mną zwrócił natychmiast uwagę "ale kolego co ty zrobiłeś?!". Ja się również włączyłem - zwracając uwagę "że pełna była lekka a pusta to już jest za ciężka by dźwigać?!". Śmieciarz na swoją obronę jedynie wymruczał, że "ale ja tu pod ten"... (Widać zasób słownictwa miał tak biedny jak kulturę osobistą.). Chodziło mu o drogowskaz umieszczony zaraz przy szlaku - z oznaczeniem wysokości n.p.m i barwnym oznaczeniem szlaku. Ale... Widać nie bardzo dotarł do niego komunikat. Razem z kolegą który biegł przede mną (nie znam gościa) kontynuujemy - "i co? ktoś tam z dołu specjalnie przyjdzie później posprzątać po Tobie?", "dziwne że później nie chcą nas w Parku Narodowym", "chamstwo ponoć wynosi się z domu"... o! zadziałało! Gość zbulwersowany zatrzymuje się na boku, i z tekstem "kurwa, niech wam będzie...", odwraca się i z miną jakby chciał nas pozabijać rusza po swoje śmieci. Co za typ! Razem z kolega jednomyślnie dochodzimy do wniosku, że trzeba tępić dziadostwo i oczyszczać nasze szeregi z tego typu zachowań. Bo jakbyśmy nie zwrócili uwagi to luzik, przecież nic się nie stało. On przecież rzucił butelkę "tu pod ten". A jak wszyscy wiemy, na kompletnym pustkowiu i odludziu, przyjeżdża śmieciarka "tu pod ten" i wywozi nieczystości. Co za debilny tok rozumowania...

Mi się to w głowie nie mieści. Gość biegnie trasę 100 lub 140km. Butelka która pusta waży te, nie wiem, 40 gram? go przerasta? O co tu chodzi? Nie chce nieść pustej butelki to niech napije się na punkcie - tak jak to było przewidziane przez organizatorów! Wtedy niech rusza dalej.

Także moi drodzy - jeżeli widzicie, że ktoś śmieci - zwracajcie uwagę. Jeżeli nie macie odwagi by zrobić to dosadnie, to zróbcie to bardziej "z wyczuciem". A może ktoś inny też zareaguje - bo sam nie ma tyle odwagi, może sam nie widział. Chodzi o to by reagować, by ujawniać takie incydenty.

Możesz? To podnieś...

Wiem, że ta rada może być dla kogoś mniej do przełknięcia niżeli przełamanie się i zwrócenie komuś uwagi. No bo niby "dlaczego mam sprzątać po kimś?"... ano dlatego, że możesz :) Nikt nie mówi, że musisz. Ale jeżeli możesz - to dlaczego miałbyś tego nie zrobić. Nie chodzi o to by zamykać stawkę i biec na szarym końcu z workiem na śmieci. Nie. Ale choćby jeden podniesiony papierek po batonie czy opakowanie po żelu - które wyrzucimy na następnym punkcie do kosza na śmieci, to już jest wkład w ogół czystości całego biegu. Wiecie o co mi chodzi? Ja podniosę papierek, ktoś inny weźmie butelkę, ktoś jeszcze jakąś tubkę po shocie... i wyzbieramy wszystko po śmieciarzach. A jeśli nie wszystko, to i tak zrobimy coś dobrego.

Wiele biegów robię - tak o, żeby sobie przebiec. I bardzo często zdarza mi się sięgnąć po coś z ziemi i pobiec z tym do najbliższego śmietnika czy do punktu odżywczego. Czasowo mnie to nie zbawi - o pudło nie walczę, życiówki nie biję, kręgosłup mam zdrowy ... to przy okazji posprzątam. Obojętnie czy zgarnę żel który komuś wypadł, czy opakowanie po batonie, po żelu, puszkę, butelkę... cokolwiek. Bardzo dobra praktyka (nie żebym się chwalił ;) hehehe ) więc na prawdę polecam. Jak możecie, to podnieście.

Wolontariusze którzy pracują na punktach i na trasie zawodów w których startujemy też sprzątają po nas - biegaczach ot tak, po prostu. Skoro oni nam pomagają bezinteresownie w ramach wolontariatu to możemy i pomóc im, prawda?

Patenty na śmieciarzy...

Istnieje kilka sposobów które praktykowane są by walczyć z biegającymi śmieciarzami... W mojej ocenie są to metody dobre jako środek uzupełniający bo w pojedynkę problemu też nie rozwiążą. Dobrą praktyką jest moim zdaniem opisywanie całego ekwipunku numerem startowym - tzn. oznakowanie markerem żeli, batonów i bidonów zawodnika. Generalnie wszystko co ma ze sobą jako wsparcie i to co ma w przepaku jest oznakowane jego numerem startowym. Jeżeli coś się później "znajdzie" na trasie po zawodach - stosowna kara.

Uważam, że organizatorzy powinni też mocniej promować właściwe wzorce. Możliwe, że sama informacja i ewentualne widmo kary za śmiecenie mogło by dość mocno zadziałać - w sensie profilaktyki. Bo jaki byłby koszt, powiedzmy plakatów piętnujących zaśmiecanie lasów i szlaków i wywieszenie ich w okolicach startu - biura zawodów, i ewentualnie na punktach odżywczych? Uważam, że znikomy koszt. I tak pełno plakatów i materiałów się wiesza i eksponuje. Przy okazji zawodów wystawiają i promują się również producenci suplementów i odżywek - czy nie miłym gestem było by zobaczyć standy reklamowe z ich logo i sloganem typu "szanuję przyrodę - nie śmiecę"? To niewiele kosztuje, a ludzie to widzą - wiedzą, że to dla kogoś ważne, że to coś znaczy i że to coś zmienia. Mówiąc najprościej - kampania informacyjna. Nigdzie, na żadnym z biegów w jakim startowałem - nie widziałem tego typu rozwiązań. Na materiałach drukowanych jakie się otrzymuje - czy to jakiś magazyn, "czasopismo" czy broszura - nie ma informacji typu "nie śmieć". Nie wiem... czasami mam wrażenie, że sobie wkręcam coś. Że tego śmiecenia wcale nie ma... aż trafiam na jakiś bieg i widzę to na własne oczy.

Jest dużo do zrobienia w tej materii. Jest dużo możliwości ale jakoś mało chęci. Trzeba działać oddolnie... Tysiące biegaczy upilnuje się lepiej nawzajem niżeli nawet kilkuset wolontariuszy działających w interesie organizatora.

A gdy kampania informacyjna nie zadziała...? To DNF i banować śmieciarzy! Ban na sezon, dwa, trzy... im dłużej tym dotkliwsza kara.

Zbiorowa odpowiedzialność

Nie jest to zagadnienie jakieś specjalistyczne. Nie jest to też zjawisko specjalistyczne. Mechanizm jest banalnie prosty. Jeżeli w naszym środowisku - biegaczy - znajdzie się kilka "zbutwiałych jaj", to etykietkę otrzymuje cała grupa - każdy z nas z osobna. Jeżeli po jakimś biegu, na terenie np. Parku Narodowego walają się śmieci - których nie wyrzuciłeś Ty drogi biegaczu, anie Ty droga biegaczko tylko jakiś Kowalski czy inny Nowak - to ban na następny bieg przez Park dostaniemy my wszyscy. To jest zbiorowa odpowiedzialność. Dlatego w naszym interesie powinno być by własne środowisko oczyszczać z patologii.

Mission impossible?

Odnoszę wrażenie, że ludzie coraz mniej szanują innych ludzi, coraz mniej szanują czyjąś własność czy nawet własność wspólną. Jej to już niemal nikt nie szanuje... W siłę rośnie za to roszczeniowość i myślenie "mi się należy". Janusze biegania... hmmm... płacisz wpisowe na zawody, często nie małe wpisowe... 240zł czy więcej... Mi się należy. Śmiecę bo mogę, w tej cenie posprzątają po mnie. Mi się należy. Nie mam bidonu, ani kubka... regulaminu nie czytałem. Na punkcie "wyżulę" całą butelkę z napojem... tyle zapłaciłem to mi się należy! Nie wypiję wszystkiego, wyrzucę. Zapłaciłem więc mi się należy. Naprawdę... czasem aż to bije po oczach. A najbardziej mnie boli to gdy tego typu sytuacje oglądam na biegach górskich. Kocham góry, stąd chyba mnie to bardziej rusza... bo góry cierpią przez to.

Boli mnie jak trenując w podmiejskich lasach muszę oglądać sterty śmieci ... lodówki, dywany, kanapy, jakiś odpad chemiczny... serce pęka. Ludzie nie szanują przyrody, nie szanują ziemi, nie szanują niczego. A nie szanując niczego co jest - nie znają wartości niczego co jest. Pozostaje im tylko jedno czego wartość znają - kasa - czyli coś co nie istnieje w przyrodzie... :(

 

Skomentuj
Komentarze
  • Brak komentarzy

Najnowszy odcinek VLOG'a

Żywność z plastiku? [VLOG 10 - Pomidorki po 2 miesiącach leżakowania] UltraFAZA.pl

Opublikowano: 2018-08-21 09:22:19

UltraFAZA na YouTube - Subskrybuj