44 Dębno Maraton

Kilka słów i moja mini wideo-relacja z 44 Dębno Maratonu.

Bieg na rozruch...

Nie ma co ukrywać - tej zimy za wiele nie pobiegałem. O ile październik i listopad wypadł "jako-tako", o tyle od grudnia do początku marca było to raczej Januszowanie a nie bieganie ;) Czasu skrajnie mało, odpoczynku skrajnie mało i nie szło po prostu wyrobić się z treningami. A już na pewno, nie szło realizować treningów tak - by był z nich efekt inny jak kontuzja ;) W marcu ruszyłem już normalnie - 290km wybieganych, głównie trening wytrzymałościowy. W lutym kilka szybszych akcentów i raczej krótkie przebieżki.

44 Dębno Maraton

Korona maratonów w tle...

Startu na maratonie w Dębnie nie traktowałem jako kolejnej próby robienia życiówki. To był raczej bieg na oszacowanie swojego aktualnego poziomu wytrenowania - które na czuja oceniałem dość mizernie. Bez żadnej presji, bez żadnego parcia i ciśnienia - czyli tak jak lubię najbardziej :) Wszystko na spokojnie. W tym roku wszedł zamysł żeby wybiegać Koronę Maratonów - Dębno, widnieje w kalendarzu jako pierwszy bieg na liście. W zasadzie, chcąc iść najniższą linią oporu to z Maratonu Dębno mogłem zrezygnować bo biegłem go w zeszłym roku. Maraton w Poznaniu również... ale... nie o to chodzi by iść na łatwiznę :)

Założenie: brak :)

Ten bieg nie miał być nastawiony na wynik. Chciałem pobiec spokojnie, równo i zobaczyć jak ma się mój napęd po "śnie zimowym". W tym roku plany są zoptymalizowane ze względu na nowe obowiązki - ale ambitniejszych punktów w kalendarzu też mam kilka, przez co poziom wytrenowania trzeba w miarę kontrolować.

Do Dębna musiałem przyjechać troszkę wcześniej ponieważ nie miałem możliwości odebrać pakietu przeddzień zawodów. Dobrze, że w dniu biegu można było to zrobić... Odbiór pakietu poszedł szybko i sprawnie... na tyle sprawnie, że zostało mnóstwo czasu na zamulanie przed startem. Spacerując do marketu po śniadanie natrafiłem na zaparkowanego VANa wypakowanego po brzegi czarnoskórymi zawodnikami ... "oho, elita..." - pomyślałem. Wysypali się z samochodu i zaczęli się powoli snuć wokół. Wyglądali na lekko zaspanych - auto na jakichś nietutejszych numerach ale krajowych, gdzieś z dalszych rejonów. Nie wykluczone, że dopiero co dojechali... Wracając do samochodu, jedząc odżywcze śniadanko nabyte w markecie znowu natrafiam na ekipę... już nieco żywsi, wchłaniają banany. W samochodzie troszkę pozamulałem słuchając radia, przebrałem się i czas się zawijać... idę na start...

44 Dębno Maraton

W grupie raźniej

Kręcąc się w okolicach startu, umówiłem się z bratem. Później spotkaliśmy jeszcze jednego znajomego z naszego rodzinnego miasta. No to pobiegniemy sobie w trójkę. Przynajmniej na początku - jak to z reguły bywa. Jak się później okazało, pierwszą połówkę kolega biegł z nami na życiówkę - później odpuścił tempo.

Ogólnie biegło się bardzo fajnie, pogoda była spoko - czasem tylko wiatr dokuczał, szczególnie wybiegając z miasta na otwartą przestrzeń. Jak wszystkie zawody w których biegam, tu również podświadomie w głowie była koncepcja pobiec negativ'em. Pierwszą połówkę pobiegliśmy we trójkę, w miarę równym tempem - 2:05:07. Kolega się odłączył od grupy. Do 26km biegliśmy dalej we dwójkę, gdzie średnie tempo już oscylowało na granicy 6:00/km - Kuba stwierdził, że będzie Januszował. OK - ja się odłączam w takim razie i lecę dalej.

44 Dębno Maraton - Negative split
Przyspieszyłem, starając się zejść tempem poniżej 5:15. Więcej nie ma sensu bo przy moim wytrenowaniu albo się wypalę albo sobie zrobię krzywdę w inny sposób. Tym w miarę rozsądnym tempem udało mi się dolecieć do mety. Finiszując trochę mocniej - a co! :) Na drugiej polówce wyprzedziłem 608 osób ;)

Rzeź niewiniątek

Przywilejem wolniejszych biegaczy jest możliwość oglądania różnych ludzkich "dramatów" na trasie. Ilość tych dramatów drastycznie wzrasta gdy pogoda robi się "ładniejsza". Tak też było i tym razem. Po około 2 godzinach od startu, niebo się trochę rozjaśniło i żarówa zaczęła grzać. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od mojego 28km na trasie zacząłem mijać małe grupki spacerujących biegaczy. Od 33-34km to już był prawdziwy wysyp. Słońce świeciło bezpośrednio w plecy i ludzie padali jak muchy. Momentami czułem się jakbym biegł wśród uczestników jakiejś pielgrzymki. I tak gdzieś do 39km - w mieście jakoś obecność kibiców mobilizowała do biegu. Jakbym miał to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, hmmm... myślę, że zdecydowana większość tych spacerujących była zwyczajnie nieprzygotowana do biegu. Bo temperatura, nie przesadzajmy, nie była jakaś bardzo wysoka. Początek kwietnia... różnica temperatury między tą rano a tą w południe mogła wynieść do kilkunastu stopni (max). Nie było to 35 stopni w cieniu (jak zeszłoroczny wrześniowy maraton ;) ).

Innym przywilejem wolniejszych biegaczy jest możliwość wyprzedzania. Lubię biegnąc z rezerwą sił wejść na etap wyprzedzania. Jakoś to tak fajnie oddziałuje na psychę, że dodaje jeszcze więcej sił. Łatwiej jest się przyjemnie dojechać na koniec... ale łatwiej jest też się zajechać na koniec ;)

Śmieciarze... znowu...

To jest niekończący się temat. Najgorsze jest to - że, do ludzi nie dociera. Kompletny beton intelektualny. Śmieci pod nogami sporo - na całej długości trasy. Na biegach "asfaltowych" to jest już tak uklepane, że jako biegacz jestem na przegranej pozycji próbując kogokolwiek upominać, edukować itd. To nie ma sensu... Ale ok, zacisnę zęby... ekipa sprzątająca później jakoś ogarnie drogę po której bieg się odbywał, posprząta. Rzecz dla mnie nie do zaakceptowania - śmiecenie na odcinkach poza miastem. Okolice 31-32km, pamiętam delikatny podbieg, mijam kobietę która odpakowuje baton - bierze gryza a resztę wyrzuca wgłąb lasu. No ja pierd**ę, w takich sytuacjach nie wytrzymuję! Zwracam jej uwagę, a ona na to "no, wiem, że nie powinnam"... "Serio? Wiesz?!" - myślę. Delikatnie mówiąc, ją opierdoliłem za bezmyślność. Skoro tak jej okrutnie ciężko, nie ma biedna siły biec z tym niedojedzonym batonikiem to niech nie wyrzuca go do lasu do jasnej cholery. Jak już MUSI, to niech rzuci go na trasie biegu - wówczas jest chociaż SZANSA, że ktoś ten baton znajdzie i to posprząta. Nie sądzę by ktoś przeczesywał pas 15 metrów wgłąb lasu - wzdłuż trasy biegu szukając śmieci. Ręce opadają...

Czas na mecie: Netto 04h01m27s. OPEN: 1104, M30: 404.

Pełne wyniki i notka z wydarzenia - w zakładce niusy.

  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton
  • 44 Dębno Maraton - Negative split

A to było tak:

Skomentuj
Komentarze
  • Brak komentarzy

Najnowszy odcinek VLOG'a

Żywność z plastiku? [VLOG 10 - Pomidorki po 2 miesiącach leżakowania] UltraFAZA.pl

Opublikowano: 2018-08-21 09:22:19

UltraFAZA na YouTube - Subskrybuj