Witaj
Strona na którą właśnie trafiłeś to miejsce w internecie, w którym ze światem materialnym spotykają się moje rozbiegane myśli :) Innymi słowy - trafiłeś na moją osobistą stronę, która poświęcona jest takim zagadnieniom jak bieganie, aktywny wypoczynek i innym (mniej lub bardziej powiązanym) tematom. W ogólnym zamyśle będzie to blog mocno tematyczny, nastawiony na biegi trail-owe oraz ultra. A jak wyjdzie w praktyce - czas pokaże :)
Ale od początku... Na imię mam Krzysiek, jestem nizinnym biegaczem-amatorem. Nizinnym, bo na co dzień mieszkam w Zielonej Górze, gdzie biega się raczej po płaskim. W ciągłym biegu jestem -mniej więcej- od wiosny 2014 :) Wcześniej nie skupiałem się szczególnie na żadnej dyscyplinie sportu. Hobbystycznie jeździłem rowerem, troszeczkę zdarzało mi się wyjść na jakiś jogging (bo tak należało by nazwać mini przebieżkę po lesie 1-1.5km z dwiema przerwami w trakcie ;)). Miałem też epizod związany z MTB i Downhill'em - który bardzo mnie nakręcił. Ale... zanim na dobre udało się się w tym downhill-u zatracić bez reszty, na jednym z wypadów w góry wypadłem z trasy i się bardzo brzydko połamałem... hahaha :) Teraz to śmieszne... wtedy takie nie było. Leżąc połamany, miałem dużo czasu by myśleć. Za dużo. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Szlag mnie zaczął trafiać. Było mi źle, źle się czułem. I gdzieś w ciągu tych 4 miesięcy coś mi się zaczęło w głowie przestawiać, że tak nie może być, że ja tak nie chcę. To trzeba zmienić. Gdy mnie "odpakowali" z tej skorupki, to chyba był moment że się wyklułem na nowo. Rehabilitacja, uczenie się czegoś na nowo, no i psychicznie też dużo postanowień - taki mały, ale duży, nowy początek.
Zacząłem biegać! Po kilku sesjach u rehabilitantów - gdy już zakres ruchów był jakiś (a nie żaden). Zacząłem próbować coś truchtać. Jakieś tam mini przebieżki - dosłownie po kilkaset metrów. Podczas biegu bezwładność robiła swoje, bolało. Ale powolutku, powolutku... Głowa bardzo chciała, ciało nie mogło. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był mój największy błąd jaki robiłem. Brakowało mi cierpliwości. Mądrość przychodzi z wiekiem - mówią. Prawda.
Gdy wyciągnęli mnie z gipsu to ważyłem stówkę - no, bez dekagrama. Dla mnie to masakra, nigdy tyle nie ważyłem. Nigdy wcześniej nawet nie zbliżałem się do takiej wagi. Gdy efekty rehabilitacji pozwoliły mi na minimalne przebieżki - gdzieś od lutego 2014 - zacząłem sporadyczne treningi. Powolne, 3-5km na tempie czasem grubo ponad 6:00. Wcześniejsze biegi, z przełomu roku - to były bardziej próby biegu. Gnaty mnie bolały, był dyskomfort i efektu raczej zero. To bardziej dla zaspokojenia psychicznego parcia by coś robić. I tak się turlałem jakiś czas, do marca 2014 gdzie zacząłem napierać.
Pierwszy miesiąc systematycznych treningów dał duży progres ale też pokazał jak łatwo jest popełniać błędy. Pod koniec marca zacząłem biegać półmaratony na treningach a w połowie kwietnia pierwszy start w zawodach - połówka w tempie 5:25. Kolejne miesiące to była przeplatanka, dłuższe treningi 15-21km na spokojnie i krótsze biegi szybkościowe - to wszystko przekładane przerwami na regenerację i podleczenia urazów :)
Pierwsze solidne, długie wybieganie zrobiłem na początku września 2014 - ponad 35km, oj... odczułem to :) Pamiętam jak dziś, pogoda była letnio-wakacyjna a nie wrześniowa. Smaliło równo. Pod koniec miałem już serdecznie dosyć :) Ale przydała się ta lekcja i ten trening. Był to wstęp do biegu z października 2014 - mojego debiutu na Maratonie w Poznaniu. Szczęśliwie ukończony bieg, całość leciało się dobrze, bez dyskomfortu, bez ciśnień. Po samym biegu nie cierpiałem. Tempo "doświadczonego" błędami debiutanta - czyt.: zapobiegawcze, na 70-80%. Udało się ukończyć szczęśliwie z czasem 4h28m.
Biegowo, później było już z górki. Życiówki leciały miesiąc w miesiąc :) Progres był. Przyszło też przetrenowanie itd. Mówią, że głupi uczy się na własnych błędach - mądry na cudzych :) hehehe :) Z Drugiej strony, jeżeli dana sytuacja u jednej osoby prowadziła do urazu czy kontuzji - nigdzie nie jest powiedziane, że u kogoś innego rezultat będzie ten sam. Cóż, trudno. Wiele się nauczyłem przez ten czas - to na pewno.
Kolejnym krokiem milowym było posmakowanie biegów górskich oraz biegów ultra długich. Na pierwsze ultra wybieganie wybraliśmy się z bratem - marzec 2015 - bieg odpowiednio wcześniej zaplanowany itd. Leśnymi i polnymi drogami - zrobiliśmy dystans koło 62km. Super sprawa! Był to trening w ramach przygotowań do DFBG w Lądku Zdrój gdzie planowałem debiut na 100km - co ostatecznie skończyło się zmianą planów i starcie w biegu ULTRA TRAIL 65. Ale o tym może napiszę osobny tekst. Tak się zaczęło moje ultra bieganie...
Co obecnie? W tej chwili mam za sobą debiut na 100km - wybór padł na Bieg Rzeźnika Ultra 100 - (Więcej do poczytania na blogu: Bieg Rzeźnika Ultra 2016). Bieg zakończony sukcesem - czas 20h04m. Jestem bardzo zadowolony. Aktualnie przygotowuję się do biegu K-B-L, 22.07.2016, organizowanego w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Jak pójdzie... na pewno napiszę :) A co jeszcze w planach? To też pewnie napiszę... ;)
Cześć!